Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabójstwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabójstwo. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 maja 2020

Rozdział 14

Matthieu był człowiekiem zorganizowanym. Wśród swoich współpracowników słynął z tego, że nawet w obliczu olbrzymiej presji zachowywał spokój, a wszystkie działania podejmował metodycznie. Każdy policjant wiedział, że komendant Ferrat ma plan A, plan B, plan C, a nawet G. I każdy z nich był jak spod igły. Podobno młodzi adepci sztuk policyjnych studiowali raporty z spraw Ferratta, by nauczyć się wypełniania dokumentów i planowania. 
Co oczywiście dawała Mattowi cichą satysfakcje. Ale do tego już się nie przyznawał. 
Gdy więc odkryli, gdzie może ukrywać się Lily, Matthieu z przyjemnością opracował kolejne kroki działania. Zawiadomili ekipę, która zajmowała wie poszukiwaniami. Nie odwołali drogówki — tak na wszelki wypadek, ale wysłali dodatkowe patrole do Prowansji. Tamtejsza policja powiadomiła wszystkie sklepy, restauracje i hotele. Choć przecież dzięki mediom, cała Francja słyszała już o zaginionej dziewczynce. 
Ale Matt wolał dmuchać na zimne. Ludzie bywali wyjątkowo ślepi. 
— Jesteś wstanie podłączyć się do kamer w okolicy? — zapytał Arabelli. 
Odpowiedziała mu głucha cisza. Odwrócił się od mapy kraju i zmarszczył czoło. No tak, Belli nie było. Wyszła półtorej godziny wcześniej, by odwiedzić Frédériqua. Zapomniał. 
Westchnął. Wyjął telefon, zadzwonił do kobiety i powtórzył pytanie. 
— Bez problemu. Wrzucę programu rozpoznającego twarze. Jeśli Lily pojawiła się gdzieś w pobliżu domku będziemy o tym wiedzieli. 
— Jesteś genialna. 
— W takim razie zgódź się w końcu na tę kolacje. 
Parsknął śmiechem. Wróciła stara dobra Arabella. 
Sam plan trudny nie był. Na początku Matt chciał zastosować swoje autorskie działanie, w końcu Lily znała wszystkie policyjne procedury. Potem jednak zorientował się, że muszą być bardzo ostrożni. W końcu chodziło o życie dziecka. 
— Podjedziemy z wyłączonymi światłami, nie wszyscy na raz, powoli, nie może się zorientować, że nadjeżdżamy — tłumaczył na konferencji online, zwołanej z prowansalskimi policjantami. — W pogotowiu musi stać karetka. Pamiętajcie, że ma zakładniczkę, więc nie możemy przypuścić szturmu. Będziemy negocjować. 
— To coś da? — zapytał starszy, czarnoskóry inspektor. — Mówiłeś, że jest nieobliczalna. 
Matt kiwnął głową. 
— Bo jest. Ale nasi profilerzy twierdzą, że zrobi wszystko dla rodziny. Manoline jest jej siostrą. A przynajmniej tak uważa Lily. Nie skrzywdzi dziewczynki. Nie możemy tylko pozwolić, by nam się wymknęły. 
Wszyscy przytaknęli. Omówili pozostałe części planu. Gdy skończyli dochodziła siódma rano. Matthieu miał dwie godziny na dojechanie na miejsce. Nie chcieli atakować w nocy. Sądzili, że Lily da siostrze śniadanie, a wcześniej pozwoli się wyspać. Woleli, by mała była w pełni sił. 
Matt wypił jeszcze dwie kawy, wziął prysznic, ubrał świeżą koszulę i był już prawie gotowy do wyjazdu, gdy przyszło mu mierzyć się z jeszcze jednym problemem. 
A raczej dwoma. 
— Jedziemy z tobą. 
Drogę zagrodził mu Stephane. Podtrzymywał za ramię półprzytomną żonę, a determinacja na jego twarzy była wręcz namacalna. 
— To niebezpieczne. 
— Chodzi o naszą córkę. 
— Nie możemy brać cywilów na akcje. 
— Jesteś konsultantem, zapomniałeś? A ostatnio całkiem nieźle idzie mi w roli mediatora. 
— Jesteście uczuciowo zaangażowani w sprawę. 
— Ty też. Lily jest twoją była współpracownicą, a Manoline siostrzenicą. Powinni cię odsunąć od sprawy. 
Ze świstem wypuścił powietrze. Przeczesał palcami włosy i spojrzał na małżeństwo. Już wiedział, że z nimi nie wygra. Miał przed sobą ludzi, którzy od piętnastu lat żyli z dala od rodziny i przyjaciół, którzy na codzień mogli liczyć tylko na siebie. Oni i dzieci. Własny mikrokosmos. 
Nie odpuszczą. Nie oddadzą życia ukochanej córki w ręce zupełnie obcych osób. 
— Many będzie nas potrzebowała — wychrypiała słabym głosem Stephanie. — Będzie przerażona, roztrzęsiona i… i… — Ukryła twarz w ramieniu męża, jej ciałem wstrząsnął szloch. 
Matthieu zacisnął zęby. Protokoły wyraźnie mówiły o nie angażowaniu cywilów w obławy. Minimalizowanie potencjalnych ofiar. 
Ale czy nie był świadkiem, jak wielokrotnie inni policjanci naginali te zasady? Czy raz w życiu sam nie mógłby trochę odstąpić od regulaminu? 
— No dobrze — zgodził się w końcu. — Ale będziecie czekać obok karetki. Nie bliżej. Lily jest nieprzewidywalna. 
Pospiesznie pokiwali głowami. Matt zostawił ich pod opieką jednego z sierżantów, a sam wrócił do biura. Musiał wziąć jeszcze kilka ostatnich rzeczy, za nim wyruszy na akcje. Zaczął pospiesznie przeglądać szuflady. Broń, długopis, paralizator. Coś jeszcze?
Podniósł głowę, zerknął na biurko. 
I zamarł. Jego serce na moment stanęło. 
Na blacie stało bowiem zdjęcie. Zdjęcie jego ekipy. On, z poważną niewzruszoną miną, ubrany w skórzaną kurtkę, z odznaką przyczepioną do paska. Szczerząca się głupkowato Arabella, która górowała nad wszystkimi wzrostem, a jej dłoń błądziła niebezpiecznie w okolicach pośladka Matta. Onieśmielona Lily, nadal niedowierzająca, gdzie pracuje i Fréd, posyłający jej ukradkowe spojrzenia. 
Zgrany zespół. Dziesiątki rozwiązanych spraw. Wypitych po pracy win. Żartów i niebezpiecznych sytuacji. 
A teraz to wszystko miało się rozpaść. Za dwie godziny miał stanąć twarzą w twarz z Lily. Założyć jej kajdanki i odczytać prawa. Oskarżyć o współudział w morderstwie i porwanie. Zapakować do radiowozu tak, jak to robił z groźnymi przestępcami.
Kiedy Lily stała się groźnym przestępcą? 
Zrezygnowany usiadł w fotelu. Schował twarz w dłoniach i odetchnął ciężko. Nagle dotarło do niego, w jakim położeniu się znalazł. On, cały zespół. Ich idealna współpraca rozpadła się na milion kawałeczków. 
— Cholera! 
Wściekle uderzył pięścią w blat. Zdjęcie podskoczyło. Przy dolnej ramię pojawiło się drobne pęknięcie. 
Odchylił się, westchnął głęboko. Próbował uspokoić skołatane nerwy. Pierwszy raz dotarło do niego, że nawet jeśli złapią Lily, rozwiążą sprawę, to nic nie będzie już takie samo. Frédérique zapewne wyjedzie, a przynajmniej weźmie długi urlop. Będą musieli pilnować, by nie zrobił niczego głupiego. Arabella zostanie, bo pracuje na komendzie najdłużej z nich wszystkich. 
A Matt? Karzą mu wybrać nowych sierżantów. Może jakiś przydzielą. Nowych, pełnych zapału ludzi, dla których praca nadal wydaje się wielką przygodą. Będzie musiał nauczyć się z nimi współpracować. Niby są wakacje, mógłby też wziąć urlop na podratowanie zdrowia. Wyjechaliby z dzieciakami na jakąś grecką wyspę. Odpoczęli. Wyłączyłby telefon i przez kilkanaście dni skupił tylko na rodzinie. 
Tylko, że potem musiałby wrócić. Znów zatopić się w świecie bez Lily, bez Fréda. Spróbować funkcjonować tak, jakby nic się nie stało. Pewnie nie oskarżą go o niedopatrzenie. Był zbyt szanowany. Nikt nie mógł przewidzieć, że Lily okaże się psychopatką. 
Więc na początku będzie wstrząs. Ale potem życie na komendzie wróci do normy. 
A Matthieu Ferrat będzie musiał się dostosować. Tak jak zawsze. 
Tylko jak tu żyć, gdy przed oczami ma się obraz Lily, wnoszącej do hotelu poćwiartowane zwłoki? 

*** 

Dla Fréda nastąpił koniec świata. 
Leżał w szpitalnym łóżku, ze złamaną ręką, pobijany, podłączony do środków przeciwbólowych. Nie mógł się ruszyć, choć tak strasznie chciał w coś uderzyć. Nie mógł krzyczeć, wrzeszczeć z bezsilności, więc tylko płakał bezgłośnie, a Arabella gładziła jego dłoń. Leżał na wpół martwy, z pustym wzrokiem wlepionym w sufit. Przez jego głowę przebiegało tysiące myśli, każda bolesna niczym igła wbijana w serce. 
— Powinienem się domyślić — wychrypiał. — Coś zauważyć, przecież… 
— Oszukała nas wszystkich — Arabella przerwała mu stanowczym głosem. 
— Ale przecież ją kochałem… 
Bella zacisnęła zęby. Westchnęła cicho. 
— Każdy może się pomylić. 
Zapłakał. Pomylić? Jak to pomylić? Przecież chodziło o Lily, jego ukochaną Lily! Tą, która śniła mu się każdej nocy, dla której był gotów zrobić wszystko, dać gwiazdkę z nieba, którą chciał chronić, przed złem tego świata. 
Tylko okazało się, że to ona jest tym złem. 
— Co się z nią stanie? — zapytał. — Wyląduje w więzieniu, prawda? 
— Pewnie tak. Współudział w morderstwie, porwanie dziecka… Trochę posiedzi. 
Jęknął. Zamknął oczy, czuł łzy spływające po policzkach. Jego serce krwawiło, ból w klatce piersiowej palił niczym żywy ogień. Nie marzył o niczym innym, tylko by znów stracić przytomność i na moment zapomnieć. By świat w okół przestał istnieć, a wraz z nim bolesna prawda. 
— Lepiej by było, gdybym zginął — załkał. — Pewnie tego chciała. Żebym zszedł jej z drogi. 
— Ani mi się waż! — wybuchnęła Arabella. — Możesz sobie myśleć co chcesz, ale Lily cię lubiła. Naprawdę. Przynajmniej tak to wyglądało. A wypadek był zupełnie przypadkowy. Wykorzystała po prostu okazję żeby uciec. 
— Tak myślisz? 
— Znam się na ludziach. Nawet na psychopatach. 
Uśmiechnął się słabo. Ból troszkę zmalał. 
Ale gdy zamknął oczy, cały czas widział Lily. Uśmiechniętą albo skupioną. Pochylającą się nad stertą dokumentów. Łączącą dowody i śmiejącą się z żartów Fréda. Jej dźwięczny śmiech cały czas brzęczał mu w uszach. 
Jak ktoś tak idealny mógł być mordercą? 
Zatopił się w poduszkę i przykrył kocem. Za oknem robiło się coraz widniej. Zegar na ścianie wskazywał, że dochodzi siódma. Pewnie na komendzie nadal wrzało. Fréd powinien tam być. Brać udział w akcji. Pomagać. W końcu był policjantem. 
— Jest coś, co mógłbym zrobić? Cokolwiek? 
Bella stanowczo pokręciła głową. 
— Masz odpoczywać. Wrócisz do pracy, gdy wyzdrowiejesz.
— Ale tu chodzi o Lily! 
— I małą Manoline, która została porwana. Pewnie jest przerażona, roztrzęsiona i chce jak najszybciej wrócić do rodziców. Nie możemy pozwolić by jej sprawą zajmował się policjant nie spełni sił. 
Fuknął. Wydął wargi niczym obrażona dziewczynka. Czyli miał siedzieć na tyłku i się kurować? Jak gdyby w ogóle nie wiedział o całej sprawie? Dobre sobie. 
— Przecież znałem Lily najlepiej! Mógłbym pomóc ze stroną merytoryczną! 
Gdy wzrok mógł zabijać, Fréd byłby już martwy. Arabella bowiem nie znosiła sprzeciwu. 
Już chciała wybić mu ten pomysł z głowy, gdy nagle zadzwonił telefon. Zerknęła szybko na ekran. Wstała i odebrała na korytarzu. Fréd obserwował ją przez okno. Widział skupienie na twarzy. Dzwonili z pracy. Pewnie Matt. 
— Jakiś postęp? — naskoczył, gdy tylko Bella wróciła. 
Pokręciła głową. Usiadła z powrotem w fotelu i wyjęła z torby laptopa. 
— Mają tu dobry internet? 
— Pewnie jak w każdym szpitalu. 
Zaczęła stukać w klawiaturę. Przygryzała wargę, a w szybie odbijały się kolejne otwierane i zamykane strony. Frédérique nawet nie próbował zgadnąć, co robi. Przypatrywał się tylko z uwagą. Gdy skończyła, uniósł pytająco brew. 
Westchnęła. Obróciła laptopa w stronę chłopaka i wyświetliła nagranie z kamery przemysłowej. 
— Podejrzewają, że Lilu ukryje się w domku w Prowansji. Nasz kochany komendancik kazał mi sprawdzić kamery. I proszę bardzo. To nagranie sprzed godziny. Stacja benzynowa. Godzinę od Antibes. 
Fréd zmrużył oczy. Nagranie było trochę niewyraźnie, ale kobietą przy kasie musiała być Lily. Próbowała ukryć jasne loki pod kapturem bluzy. Musiała się spieszyć, skoro nie zmieniła wyglądu. 
— Co kupiła? 
— Dwie kanapki, wodę, kilka batoników. Zapłaciła gotówką. 
— Nie robi zapasów? 
— Pewnie poczeka aż dotrą na miejsce. Przefarbuje i wyprostuje włosy, założy soczewki i dopiero pójdzie do sklepu. 
— Dziewczynka mogła wykorzystać okazje i uciec.
— Pewnie jest otumaniona. Lily postara się, by jej zaufała. Mała zaśnie w nowym miejscu i wtedy Lily ogarnie zakupy. 
Frédérique zacisnął zęby. Obydwoje myśleli o tym samym. Za przeciwnika mieli zdolnego gracza. Znali go doskonale, ale on znał ich. Zabawa w kotka i myszkę. 
— Domyśli się, że jej szukamy — zauważył. — Matt nadal pracuje z Stephanem. W takim razie Lily szybko domyśli się, że przewidzieliśmy jej kolejny ruch. Ucieknie. Zmieni plan działania jest sprytna. 
— Ale jej nie chodzi o ucieczkę. I doskonale o tym wiesz. 
Na moment go zatkało. Musiał dopiero przetworzyć słowa Arabelli? Wiedział? Naprawdę wiedział? Niby skąd? 
I nagle go olśniło. Wszystkie puzzle trafiły na swoje miejsce. Zrozumiał. Przecież miał to przed oczami. Akta Lily. Bieda. Samobójstwo matki. Wcześniej alkohol. Możliwe, że narkotyki. Przerzucanie od jednej rodziny zastępczej do drugiej. Łatka „trudnego dziecka”. Wieczne kłody pod nogi. Skupienie się na ciężkiej pracy. Żadnych przyjaciół, żadnych bliskich. 
Żadnej rodziny. 
Tego właśnie Lily pragnęła najbardziej. Rodziny. Prawdziwej rodziny. Rodziców, siostry, brata. Zrobiłaby wszystko, by to zyskać. By móc powiedzieć, że ktoś się o nią martwi, ktoś troszczy. 
Niestety spaczone poczucie empatii, ślepe pragnienie miłości sprawiło, że zabrała się za spełnianie marzeń od złej strony. Za szybko, zbyt gwałtownie, Popełniła nieodwracalny błąd. Zrozumiały, oczywisty dla innych ludzi. Dla niej niedostrzegalny. 
Teraz miała Manoline, młodszą siostrę, z którą pomocą chciała wejść do rodziny. Nie ucieknie z kraju. Nie będzie się ukrywała. Gdyby chciała zniknąć, już dawno byłaby gdzieś w Ameryce Południowej albo w Azji. 
O nie. Lily będzie czekała. Przygotuje się na spotkanie z rodziną. 
Jęknął cicho. Przecież wiedział jak to się skończy. Nawet jeśli Lily była córką trenera ( a przecież nadal nie mieli pewności), to przecież i tak wyląduje w więzieniu. Zresztą, kto przyjmie do rodziny człowieka, który porwał ukochaną córeczkę. 
Zapowiadała się totalna katastrofa. 
Czerwona lampka w głowie Fréda zamigotała pierwszy raz od wypadku. Znał rozwiązanie. Od samego początku był asem w rękawie. 
— Pomogę wam — oświadczył. — Gdy dotrą na miejsce karz im się ze mną połączyć. 
Arabella z zaciekawieniem przekrzywiła głowę. 
— Dlaczego? 
— Mogę sprowadzić negocjacje na odpowiednie tory. 
— Jak? 
Westchnął głęboko. Bardzo nie chciał tego mówić. Tak naprawdę to miał nadzieję, że zrobi słodkie oczy i Bella po prostu się zgodzi. 
— Kocham Lily — powiedział stanowczo. — I gdy to wszystko się skończy, nadal będę ją kochał. 

***

Stephane wiedział, że sytuacja jest trudna. Bardzo trudna. Starał się zachować zimną krew ze względu na żonę, ale w środku cały się trząsł. Cały czas wyrzucał sobie, że to jego wina, że powinien zareagować wcześniej, omówić  udziału w śledztwie, wrócić wcześniej do domu. Może wtedy udałoby się ochronić Manoline. 
Zamknął oczy i westchnął cicho. Mleko się rozlało. Nie mógł już nic zrobić. Pozostało jedynie czekanie, aż odzyska ukochaną córeczkę. 
„ Dwie córki” przypomniała gorzko podświadomość. „Zapomniałeś o Lily?”
Pokręcił stanowczo głową. Miał wrażenie, że jako jedyny bierze pod uwagę to, że Lily wcale nie musi być jego córką. Przecież nie mieli jeszcze żadnych dowodów! Nie przeprowadzili testów! Postanowił, że uwierzy dopiero wtedy, gdy zobaczy wyniki badać DNA. 
Na razie musiał skupić się na Many. 
Tak jak powiedział Matt, podjechali pod posiadłość nieoznakowanym radiowozem, tuż za karetką. Ukryli się za pagórkiem. Mogli widzieć dom, ale sami byli prawie niezauważalni. 
Domek był nieduży, zbudowany z kamienia, z tarasem i małym basenem. Typowo wakacyjny, wynajmowany różnorakim turystom. Stephane nie był tu od ponad sześciu lat, ale i tak na wspomnienie tych błogich wakacyjnych dni, zrobiło mu się ciepło na sercu. Może jeszcze będzie normalnie?
Policjanci rozstawili sprzęt. Pozwolili Mattowi zacząć rozmowę. Wyszedł z samochody i wyjął megafon. 
— Lily? Wiemy, że jesteś w środku. Poddaj się proszę, a nie będziemy interweniować. 
Odpowiedziała mu głucha cisza. 
Stephanie nerwowo przełknęła ślinę. Stephane pokrzepiająco ścisnął jej ramię. Będzie dobrze. Przejdą przez to razem. 
— Lily? — Matt powtórzył wołanie. — Nie możesz uciec. Otoczyliśmy dom. Proszę, nie walcz z nami. Wyjdź z podniesionymi rękami. 
— Naprawdę chcesz mnie aresztować, Matt? 
Zamarli. To była ona. Stała przed domem z zaciętą miną. W jednej ręce trzymała pistolet, którym celowała w radiowozy, a drugą obejmowała za szyję Manoline. 
Stephanie z trudem stłumiła krzyk. Stephane zmiął w ustach przekleństwo. Powstrzymał żonę przed wyskoczeniem z samochodu. Musieli zachować przynajmniej względy spokój. Życie Many znalazło się w rękach profesjonalistów. 
— Wiesz dobrze, że wcale mi się to nie podoba. — Matthieu próbował załagodzić złość dziewczyny. — Wolałbym siedzieć teraz na komendzie i wypełniać akta kolejnej rozwiązanej sprawy. Albo odbierać gratulacje za złapanie seryjnego mordercy. Ale jestem tutaj. I próbuję odzyskać siostrzenicę. 
Zarechotała. Obrzydliwy, okrutny śmiech poniósł się po okolicy. 
— Siostrzenicy? Siostrzenicy?! Urocze! Czyż to nie urocze?! Tak troszczysz się o rodzinę. A przecież nawet nie jesteście spokrewnieni!
Stephane nie widział Matta, ale był prawie pewien, że policjant zaciska zęby. Profesjonalizm. Pełen profesjonalizm. 
Wychylił przez okno, tak, by lepiej zobaczyć Manoline. Dziewczynka trzęsła się przeraźliwie, była blada, ale poza tym wyglądała dobrze. Ubrana była w trochę niedopasowane ogrodniczki kolorową koszulkę. Nawet miała zaplecione warkoczyki. 
Żadnej kwi. Złamań. Co dawało nadzieję. 
— Jest moją rodziną. 
Znów śmiech. Przeszywający do szpiku kości rechot, który przywoływał najgorsze wspomnienia. 
— Rodzina! Słyszeliście go?! Rodzina! Jakież to szlachetne! Wspaniałe! Czy w takim razie, mnie też uratujesz? W końcu jestem córką Stephana. A Stephane to rodzina, prawda? — Uśmiechnęła się okrutnie. 
Manoline zapłakała. Stephanie poderwała się z fotela. Stephane w ostatniej chwili pociągnął ją za koszulę i posadził z powrotem. 
— Zabije cię — syknął. — Nie reaguj. 
— To nasza córka!
— Wiem. Ale Lily ma broń. Zdąży oddać przynajmniej dwa strzały. 
Odwróciła wzrok. Strach rozdzierał ich od środka, ale nie mogli dać się ponieść emocjom. Od tego zależało życie Many. 
— Chcę porozmawiać z ojcem! Wiem, że tu jest! 
Stephane zadrżał. To nie była prośba. To był rozkaz. Chłodny, przesycony stanowczością, nie znoszący sprzeciwu. Albo dacie mi czego chcę, albo zrobię masakrę. Wybierajcie. 
Radio zaszumiało. W samochodzie rozległ się głos Matthieu. 
— Stephane? Będziesz rozmawiał? 
Trener wzruszył ramionami. 
— A mam inne wyjście? 
— Weź mikrofon. Jest podłączony do systemu. Będzie cię słyszała przez megafon. 
Wykonał polecenie. Przez chwilę się wahał, ale wyszedł na zewnątrz. Ustawił się w takiej pozycji, by widzieć Lily i by ona widziała jego. Podniósł ręce. Czyste zamiary. Chciał przecież tylko porozmawiać. Tak, jak prosiła. 
— Dobrze cię widzieć — zaczął ostrożnie. — Jeszcze nie mieliśmy okazji porozmawiać… no wiesz… tak szczerze… wolałbym żeby to rozegrało się w innym czasie. W innych okolicznościach. Bez nerwów. Ale muszę się dostosować. Bo wiesz, sytuacja jest trudna. Ale chcę, żeby skończyła się dobrze. Dla nas wszystkich. Dla ciebie też. Naprawdę się przestraszyłem, gdy Matt powiedział, że mieliście wypadek. Bałem się o ciebie. Martwiłem się. Bo przecież jesteś moją córką, prawda? 
Mówił spokojnie, powoli, uważnie ważąc każde słowo. Nie spuszczał wzroku. Cały czas patrzył, ale nie na Lily, tylko na Manoline. Chciał ją uspokoić. Zapewnić, że jest bezpieczna. Że będzie dobrze. Że jest obok i będzie chronić swoją małą dziewczynkę. 
— Szybko się orientujesz. — Lily przewróciła oczami. — Szkoda, że dwadzieścia pięć lat temu nie byłej równie domyślny. 
— Musisz mi uwierzyć. Nie wiedziałem, że Daisy była w ciąży. Nigdy mi nie powiedziała. Wyjechała i straciliśmy kontakt. Gdybym wiedział… na pewno bym was nie zostawił. 
Dziewczyna prychnęła. Mocniej zacisnęła ramię na szyi Manoline. Mała zakaszlała. Posłała tacie błagalne spojrzenie. 
Serce Stephana zawyło. Miał ochotę rzucić się na Lily, wyrwać córkę, nie zważać na broń. 
Ale nie mógł. Ostrożność przede wszystkim. 
— Wiem, że jest ci ciężko. Rozumiem. Dzieciństwo bez matki, przerzucanie od jednej rodziny do drugiej, jak worek ziemniaków, Wiecznie na marginesie, z łatką trudnego dziecka. Bez prawa głosu, karana za głupstwo. To musiało być strasznie trudne. Więc rozumiem, że teraz pragniesz tylko rodziny. 
Przez chwilę Lily milczała. Z jej twarzy ciężko było wyczytać jakiekolwiek emocje. 
A potem nagle wybuchnęła. 
— Idź sobie! Zejdź mi z oczu! Rozumiesz? Naprawdę myślisz, że rozumiesz? Wiesz, jak to jest nie mieć nikogo, nikogo!, bliskiego? Kogoś, kto by się o ciebie troszczył? Martwił? Wiesz jak to jest, być zupełnie samym na świecie? Zawsze tak mówicie! Że wiecie! Rozumiecie! Bzdura! Nie macie pojęcia, przez co przeszłam! I nigdy nie będziecie mieć! Więc łaskawie odwalcie się! 
Dosłownie płonęła z wściekłości. Stephane odruchowo cofnął się o krok. Zerknął na żonę, która płakała bezgłośnie. Wydawało się, że znaleźli się w potrzasku. 
— Dobrze, masz rację — przyznał. — Nie mogę rozumieć, jak się czujesz, to prawda. Tylko nie znaczy, że uważam twoje uczucia za błahe, czy nieuzasadnione. Masz święte prawo czuć się porzucona i niechciana. Ale chcę to zmienić. Musisz uwierzyć, że nie wiedziałem o twoim istnieniu aż do naszego spotkania. Daisy nic mi nie powiedziała. Straciłem dwadzieścia pięć lat twojego życia. Twoje pierwsze kroki, pierwsze słowa, dni w szkole. Mnóstwo wspomnień. Jednak kto powiedział, że nie możemy stworzyć nowych? Razem? Chociaż spróbujmy? 
Przez moment miał wrażenie, że się udało. Lily patrzyła na niego wzrokiem, w którym zobaczył małą, zagubioną dziewczynkę, która potrzebuje jedynie odrobinę miłości. 
Ale potem dziewczynka zniknęła. W jej miejsce pojawiło się czyste szaleństwo. 
— Kłamiesz! Wszyscy kłamiecie! Nic nie rozumiecie! Nic nigdy nie rozumiecie! Rodzina? Szczęśliwa rodzina? Już nigdy nie będziecie szczęśliwi! Nigdy!
Wystrzeliła dwa razy w powietrze. Huk poniósł się okolicy. 
Stephane skulił się w sobie. Wymienili z żoną przerażone spojrzenia. Sytuacja zrobiła się patowa.
— Ale ja nie chcę cię zrozumieć. Chcę pomóc. 
Wszyscy odwrócili się jak na komendę. Zajęci krzykiem Lily, nie zauważyli jak pod dom podjechał kolejny radiowóz. Najpierw wysiadła z niego Arabella. Wyjęła z bagażnika wózek i pomogła usiąść na nim Frédowi. Chłopak nadal był przeraźliwie blady, podpięty do kroplówki, ale zacięty wyraz twarzy mówił, że nic go nie powstrzyma. 
— Freddy… 
— Cześć, Lily — uśmiechnął się do dziewczyny. — Martwiłem się o ciebie. 
Przełknęła głośno ślinę. Jej ucisk na szyi Manoline zelżał. 
— Co ty tu robisz? — wychrypiała. 
Wzruszył ramionami. 
— Nie wiem. Pomyślałem, że chciałabyś porozmawiać. 
Lily zadrżała. Fréd ścisnął dłoń Arabelli, a ta pchnęła go trochę bliżej. 
— Jadłaś śniadanie? — zapytał. — Pewnie nie. Słabo wyglądasz. Jeśli twoim ostatnim posiłkiem był nasz burger, to pewnie jesteś głodna. 
Dziewczyna nie odpowiedziała. Wpatrywała się w chłopaka szeroko otwartymi oczami, jakby był duchem. Jej usta drżały, palce zaciskała na ramieniu małej. 
— Czego chcesz? — wychrypiała. — Czego chcesz! 
Wszyscy cofnęli się o krok przestraszeni. Tylko Frédérique pozostawał niewzruszony. 
— Chcę cię przeprosić — przyznał szczerze. — Przeprosić, że nie pomogłem ci wcześniej. Że nie zauważyłem, jak bardzo potrzebujesz miłości. Jak bardzo potrzebujesz wsparcia. Może byłbym wstanie ci pomóc, zapobiec temu, co się stało. 
Lily tylko pokręciła głową. Szarpnęła ręką, Manoline krzyknęła. Policjanci rzucili się do przodu, jednak Fréd powstrzymał ich ruchem ręki. 
— To nie musi się tak skończyć — mówił dalej. — Nikogo nie zabiłaś. Jesteś młoda, masz trudną przeszłość, sąd będzie łaskawszy. A za dziesięć lat będziesz mogła rozpocząć nowe życie. Pomogę ci, obiecuję. Będę czekał. Możemy jeszcze być szczęśliwi i… 
— Zamknij się! — wrzasnęła Lily. — Nie masz pojęcia, o czym mówisz! To koniec! Już nic nie będzie tak dawniej! Nic! 
— Jest szansa, cały czas jest szansa — Frédérique nie dawał za wygraną. — Popatrz na swojego tatę, na siostrę. Teraz są przerażeni, ale to dobrzy ludzie. Dadzą ci drugą szansę. Ale ty musisz dać szansę nam. Jednak nie zrobisz tego, krzywdząc Many. Czy jeszcze kogoś. Jeśli teraz się nie poddasz, stracisz jakąkolwiek nadzieję na szczęśliwe zakończenie. 
— Nic nie rozumiesz — szepnęła Lily. — Zawiodłam was. Zawiodłam was wszystkich. Dla mnie już nie ma szczęśliwego zakończenia. 
— Zawsze jest… 
— Nie. Popełniłam za wiele błędów. Twoja miłość też była błędem. Żegnaj Freddy. 
A potem jakby się załamała. 
Puściła Manoline. Dziewczynka rzuciła się przed siebiem. Wpadła w ramiona Stephana i wybuchła płaczem. 
— Ci, skarbie, już dobrze, już jesteś bezpieczna — uspokajająco głaskał córkę po plecach. — Już dobrze. — Ostrożnie posadził ją w radiowozie, gdzie czekała Stephanie. Mała momentalnie przytuliła się do mamy. Na razie wszystko skończyło się dobrze. 
Tylko, że Lily nadal stała przed domem. Cała drżała. Po jej policzkach spływały łzy. Zaciskała palce na pistolecie i błądziła wzrokiem po zebranych. 
— Lily… — Stephane zrobił krok w przód. 
— Przepraszam — jęknęła. — Przepraszam, że was skrzywdziłam. 
A potem przyłożyła broń do skroni i nacisnęła spust. 



I oto przedstawiam Wam ostatni rozdział. Mam co do niego mieszane uczucia, szczególnie jeśli chodzi o ostatnią scenę. Po prostu nie mogłam jej skończyć! Podchodziłam kilka razy, odkładałam, szukałam inspiracji i tak nie jestem zadowolona z ostatecznej wersji. Ale cóż, zamierzam to opowiadanie skończyć. Jeszcze tylko epilog i blog uznam za zakończony. 
Mam jednak nadzieję, że Wam ten rozdział przypadł do gustu. Jak zwykle z niecierpliwością czekam na Wasze komentarze i za wszystkie z góry dziękuję. 
Pozdrawiam
Violin


środa, 6 maja 2020

Rozdział 13

Stephane na komputerach co do zasady się nie znał. Lubił je, to prawda. Uważał, że bardzo ułatwiają pracę trenera. Był wielkim fanem statystyk, filmów i analiz. Każdą akcje był wstanie obejrzeć sto razy, wypisywał wady każdego zawodnika i zawodniczki, którą widział. Uwielbiał technologie za to, że siedząc w domowym zaciszu mógł obejrzeć każdy mecz z kilku sezonów wstecz. Nie wyobrażał sobie pracy bez tego. 
Ale to nie znaczy, że się na tym cholernym sprzęcie. Od hakerstwa trzymał się w każdym razie z daleka. 
Dlatego też, gdy Arabella zaczęła tłumaczyć, jak znalazła zdjęcie, wyłączył się. Totalnie. Patrzył na ekran laptopa i rozumiał tylko jedną rzecz. 
Na zdjęciu była Lily. 
Jego córka. 
Nie wiele z tego rozumiał. Dlaczego wchodziła do hotelu? Dlaczego przebrała się za pracownika filmy cateringowej? I co było w torbie? 
— Ale… ale jak? — wydukał. 
Stephanie pokrzepiająco ścisnęła dłoń męża. Uśmiechnął się w podzięce. Choć nie rozumiał, co się dzieje, to wiedział, że przejdą przez to razem. 
— Wychodzi na to, że nasza kochana dziewczynka ma jakieś tajemnice — prychnęła kpiąco Arabella. — I to tajemnice związane ze sprawą. 
Matthieu zacisnął zęby. Obszedł biurko i stanął przy oknie. Ciężko było stwierdzić jakie emocje nim władają. Był wściekły? Rozczarowany? A może zagubiony? Może sam nie wiedział, co to wszystko ma znaczyć? 
— Podsumujmy — odwrócił się w końcu do pozostałych. — Lily i Manoline zostały porwane przez tajemniczą Margaret. Jednocześnie mamy dowód, że Lily była w hotelu tuż przed znalezieniem pierwszego ciała. Incognito. Nie mogła wiedzieć jeszcze o sprawie, bo zgłoszenie dostaliśmy dwie godziny później. Więc, co tam robiła? Jakieś pomysły? 
— Schadzka z chłopakiem? — rzucił bez namysłu Stephane. 
— I dlatego się przebierała? 
— Jeśli to siatkarz którejś z drużyn mogli nie chcieć zostać zobaczeni. Niektórzy trenerzy mają bardzo restrykcyjne zasady jeśli chodzi o kontakty społeczne. 
Arabella tylko prychnęła kpiąco. 
— Jest jeden, drobny problem w tej teorii. Lily nie miała chłopaka. Wzdychała do Fréda, a przynajmniej tak to wyglądało. 
— Skąd wiesz? — Matthieu zmierzył ją podejrzliwym spojrzeniem. 
— Trzeba być ślepym, by nie widzieć, jak Fréd wokół niej lata. A dzisiaj wrócili z przerwy wyjątkowo uchachani. Do czegoś doszło. Czyli uczucie było odwzajemnione. 
Matt ze świstem wypuścił powietrze. Widać było, że myśli intensywnie. Jednak to myślenie na razie dawało marne rezultaty. Co było irytujące i wszyscy to widzieli. Przecież był Matthieu Ferrattem! Rozwiązał setki spraw! Jak mógł nie poradzić sobie z czymś takim? 
Stephane przyglądał mu się uważnie. Sam próbował zrozumieć całą sytuacje. Wiedział, że Lily coś ukrywała. Jej zachowanie było wyjątkowo podejrzane. Ale czy w ogóle znał ją inną? Przecież widzieli się tyle razy, a dziewczyna nie powiedziała mu o swoich podejrzeniach. Śledziła go. Spotykała wie w tajemnicy z Stephanie. W ogóle była podejrzana. 
— Mogę coś zasugerować? — Pierwszy raz odezwała się Stephanie. 
Matthieu kiwnął głową, Arabella tylko uniósła brew. Teraz to Stephane ścisnął dłoń żony, by dodać otuchy. Podświadomie czuł, co chodzi jej po głowie. I wiedział, że może to być bardzo trudne do przyjęcia. 
— A co jeśli Lily ma coś wspólnego z morderstwami? 
Zamarli. Bella skrzywiła się, Matt odwrócił na pięcie. Znów podszedł do okna. Oddychał ciężko. Jego ramiona nieznacznie drżały. 
— Co masz na myśli? 
Stephanie westchnęła. Przeczesała palcami włosy. Myślała, jak dobrać słowa. 
— Wiem, że to może być trudne, ale… pewnie przesadzam… tylko… chodzi o to… Lily może mieć udział w morderstwie. 
Matthieu ze świstem wypuścił powietrze. Walczył sam ze sobą. Targały nim sprzeczne emocje. Rozum jedno, serce drugie. 
Stephane na początku też odrzucił teorię żony. Taki odruch. W końcu mimo wszystko znał Lily, była dobrą dziewczyną. I jego córką. A przynajmniej tak podejrzewał. Czy ktoś taki mógłby pomóc przy zabójstwie? 
Ale po chwili zastanowienia zrozumiał tok myślenia żony. Jak zza mgły zaczęły pojawiać się brakujące kawałki puzzli. Linie powiązań. Układał fakty, a wszystko łączyło się w spójną całość. Teorię, która na pewno nie spodoba się Mattowi. 
— Dlaczego uważacie, że mogłabym pomagać mordercy? — zapytał jeszcze spokojny Matthieu. — Jest policjantką. Osobiście przyjąłem ją do pracy. Cały czas pomagała w śledztwie. Razem z Frédém znalazła głowę Delacoura. Ciężko mi uwierzyć, że jest po złej stronie. 
Stephane powoli pokiwał głową. To było do przewidzenia. Matthieu był szlachetnym człowiekiem. Wierzył we szlachetność innych. Jedyna wada w profilu policjanta idealnego. 
— Po prostu rozważamy wszystkie możliwości. — Stephanie wzruszyła ramionami. — Masz dowód na to, że Lily była na miejscu zbrodni przed znalezieniem zwłok. Nie powiedziała wam o tym, a jestem skłonna nawet podejrzewać, że postarała się, byście tego nagrania nie zobaczyli. 
Matt usiadł. Schował twarz w dłoniach. Oddychał ciężko. Na bladej twarzy po raz pierwszy pojawiło się zmęczenie. 
— Dajcie mi dowód. Jakikolwiek dowód. 
Małżeństwo wymieniło znaczące spojrzenia. Przecież na razie były to tylko przypuszczenia. 
— Masz jakieś zdjęcie Lily? — zapytał cicho Stephane. — Moglibyśmy pokazać je Havarois. Może ją pozna. 
— I nam powie? 
— Zawsze warto spróbować. 
Ferrat wahał się przez chwilę. W końcu jednak wyciągnął z biurka gruby segregator. W środku znajdowały się dokumenty współpracowników. Wśród nich zdjęcie legitymacyjne Lily. 
— Idziesz ze mną — mruknął do Stephana i pośpiesznie wybiegł z gabinetu. 
Antiga pobiegł za nim. Zeszli do aresztu. Zastali Havarois dokładnie w tej samej pozycji. Z głową schowaną w dłoniach, zgarbionego. Gdy weszli, nawet nie drgnął. 
— Chcemy ci zadać kilka pytań. 
Głos Matthieu był chłodny, ale wyjątkowo opanowany. Jakby odrzucił od siebie wszelkie emocje. Był profesjonalistą. Musiał zachować obiektywizm. Usiadł na krześle i podsunął Havarois pod nos zdjęcie. 
— Kojarzysz tę kobietę? 
Havarois pokręcił głową. Stephane uniósł brew. 
— Przyjrzyj się uważnie. 
Przyjrzał się. Długo patrzył na fotografie. Przygryzał wargę. Marszczył czoło, przekrzywiał głowę. W końcu wydał werdykt.
— Tia… chyba mi kogoś przypomina. Chcecie wiedzieć, czy to Margaret? — spojrzał na Matta bystrym wzrokiem. Nie potrzebował potwierdzenia. — Możliwe. Rysy twarzy ma podobne. Jest w odpowiednim wieku. Ale stuprocentowej pewności nie mam. Zawsze miała perukę. I makijaż. 
— To wyobraź sobie, że ta kobieta też ma — warknął Matt. — Są podobne, czy nie? 
Havarois w zamyśleniu podrapał się po brodzie. 
— Chyba wam o czymś nie powiedziałem. Nie powinienem tu siedzieć. 
Mężczyźni wymienili zaskoczone spojrzenia. 
— Co masz na myśli? — zapytał ostrożnie Matthieu. 
— Nie chciałem żebyście mnie aresztowali. Nie chciałem spędzić reszty swojego życia w więzieniu. Powiedziałem to Margaret. Uzgodniliśmy, że jeśli do mnie dotrzecie, to albo mnie wyciągnie, albo się zabije. Ale cóż, teraz ma problem. Zmieniłem zdanie. Dzięki tobie. — Spojrzał na Stephana. 
Zapadła cisza. Nie wiedzieli, co powiedzieć. Wyznanie było zaskakujące. Tego na pewno się nie spodziewali. 
Pierwszy otrząsnął się Matthieu. 
— Teraz to bez znaczenia. Mów! Czy ta kobieta jest podobna do Margaret?
— Owszem jest. Możliwe, że to ta sama osoba, ale gwarancji nie dam. 
Mattowi to wystarczyło. Wstał i bez słowa opuścił cele. 
Stephane złapał go jeszcze na korytarzu. Miał bowiem kolejną teorię. Trochę naciąganą, ale potwierdzającą ich podejrzenia. 
— Wiesz, że matka Lily miała na imię Daisy? — zapytał. 
— No i co z tego?
— To, że w krajach anglosaskich Daisy to zdrobnienie od Margaret. 
Matthieu zamarł. Jak dotychczas starał się zachować spokój, to teraz było widać, że świat osuwa mu się spod stóp. Oparł się o ścianę. Odetchnął głęboko. Zacisnął pięści. 
— Wiesz co to oznacza? — wychrypiał, łamiącym, się głosem. — To oznacza, że Lily Garrout to Margaret. 


***

Matt czuł się jak w koszmarze. To co się działo, wydawało się kompletnie nierealne. Cały czas liczył, że wszystko okaże się tylko złym snem. Że gdy znów otworzy oczy będzie leżał obok ukochanej żony. Że obudzą go krzyki dzieci. Że w pracy przywita go uwodzicielski wzrok Arabelli. Fréd będzie narzekał na słabą kawę, a Lily odda stos idealne wypełnionych raportów. Że wszystko będzie jak dawniej. 
Jednak ta upiorna rzeczywistość trwała nadal. 
Na początku chciał protestować. Wykrzyczeć Stephanowi w twarz, że kłamie. Że wymyślił sobie tę teorię, by oczernić Lily. By odsunąć od siebie widmo ojcostwa. Miał ochotę zmusić Havarois do wycofania zeznań. By zaprzeczył, że Margaret jest w jakikolwiek sposób podobna do Lily. 
Ale w głębi duszy czuł, że to prawda. To Lily poćwiartowała zwłoki Delacoura. To Lily oskalpowała La Fait. To Lily wypatroszyła Garyna. 
Lily. Niewinna, skrupulatna Lily, która tak strasznie marzyła o pracy w policji. Lily, którą sam przyjął do wydziału. 
Oszukała go. Ograła koncertowo. 
A on tego nie zauważył. 
Teraz śledztwo toczyło się na dwóch poziomach. Na nogi postawiono policje w całym regionie. Wydział do spraw zaginięć zajął się porwaniem Manoline. Ogłoszono alarm. Jej zdjęcie rozesłano do wszystkich mediów, a także hoteli, restauracji, sklepów całodobowych i stacji benzynowych. Patrole policji zatrzymywały auta na drogach wyjazdowych z miasta. Najważniejsze było pierwsze dwadzieścia cztery godziny. Potem szansę na znalezienie żywego dziecka spadały niemal do zera. 
Jednocześnie inna jednostka szukała Lily. Oddział Matthieu nadal prowadził sprawę morderstwa, ale ze względu na powiązania osobiste, poszukiwania Garout zlecono komuś innemu. Przesłuchano wszystkich jej współpracowników. Zadawano trudne pytania. Ktoś nawet pofatygował się do szpitala. Niewiele to dało, bo Frédérique nadal był nieprzytomny. 
Matthieu nawet nie chciał myśleć, jak zareaguje, gdy się obudzi. 
Westchnął głęboko, dolewając sobie kawy.  Dochodziła piąta rano, a oni nie zrobili żadnego postępu. Lily po prostu rozpłynęła się w powietrzu. 
— Powinieneś się przespać. 
— Ty też. — Uśmiechnął się smutno do Stephana. — Wróćcie do domu i odpocznijcie. Dam znać, jeśli cokolwiek się zmieni. 
Trener pokręcił głową. Usiadł obok Matta i schował twarz w dłoniach. Przez chwilę oddychał ciężko. 
— Stephanie zasnęła na kanapie w pokoju obok — powiedział w końcu. — A ja… nie potrafię teraz wrócić. Ciężko byłoby spać wiedząc, że zza ściany zniknęła Many, a my temu nie zapobiegliśmy. 
Matthieu przełknął głośno ślinę. Od momentu, gdy ogłoszono alarm, nie miał okazji porozmawiać z Stephanem. Małżeństwo było bez przerwy przesłuchiwane, zadawano im milion pytań. Matt też miał sporo roboty. 
— Przepraszam, to moja wina — mruknął. — Gdybym nie wciągał cie w śledztwo… 
— To Lily i tak by to zrobiła — przerwał stanowczo Antiga. — Śledztwo było tylko przykrywką. Chyba chciała mnie lepiej poznać. Ale skontaktowała się z Stephanie na kilka dni przed pierwszym morderstwem. Nawet gdybym nie brał udział w sprawie, porwałaby Manoline. 
Komendant zacisnął zęby. Musiał przyznać szwagrowi rację. 
— Nie rozumiem tylko, dlaczego to zrobiła? 
— A dlaczego psychopaci mordują? — Stephane wzruszył ramionami. — Są psychopatami i tyle. To, co się stało w żaden sposób nie jest twoją winą. 
Matt bardzo chciałby mu wierzyć. Ale ciężko było pozbyć się poczucia winy. Nadal próbował sobie wszystko poukładać w głowie. Chciał zrozumieć, co pchnęło Lily do zbrodni, dlaczego pomogła Havarois w morderstwach. 
Jednak po tylu godzinach jego mózg po prostu odmówił współpracy. Przegrzał się. Jednyne czego pragnął w tamtej chwili, to przykryć się kocem i przespać kolejny tydzień. 
Ale musiał zachować czujność. Musiał działać. Liczyła się każda minuta. 
— Jak myślisz, co Lily zrobi Manoline? — wypalił nagle Stephane. 
— Ciężko stwierdzić. — Matt wzruszył ramionami. — To nie jest typowe porwanie dziecka. Zwykle albo mamy do czynienia z walką pomiędzy rozwodzącymi się rodzicami albo z pedofilami. Lily nie należy do trzeciej grupy — psychopatów, którzy porywają dzieci do dziwnych, przebiegłych celów. 
— Zabije ją? 
— Mało prawdopodobne. Raczej zastosuje jako kartę przetargową. Dlatego tu zostałem. Czekam na żądania. 
Stephane spuścił wzrok. Usiadł obok i przez chwilę w milczeniu bawił się rękawem koszuli. Chyba myślał intensywnie. A przynajmniej się starał. 
— Zachowujesz wyjątkowy spokój — zauważył Matthieu. — Spodziewałem się raczej, że będziesz dreptać w kółko, rzucać milionami pomysłów i oskarżać moich kolegów o opieszałość. A
Nie jesteś przypadkiem robotem?
Antiga uśmiechnął się smutno. 
— Muszę być spokojny. Dla Stephanie. Przynajmniej jedno z nas powinno zachować trzeźwość umysłu. A ona… kompletnie się załamała. Obwinia się o zniknięcie Many, bo mała była wtedy pod jej opieką. 
Matthieu powoli pokiwał głową. Był wstanie to zrozumieć. Skoro on miał wyrzuty sumienia, to nawet nie chciał sobie wyobrażać przez co musi przechodzić szwagierka. 
Potarł palcami skroń. Bolała go głowa, ale miał wrażenie, że dziwne pulsowanie jest wywołane nie tylko przemęczeniem. Że gdzieś za siecią neuronów, migocze pomysł, rozwiązanie, o którym zapomniał. 
— Zastanówmy się jeszcze raz — nakazał. — Lily też jest twoją córką, a przynajmniej tak uważa. Wszystko kręci się w okół tego jednego faktu. Manoline również jest twoją córką. Może Lily porwała ją, bo uważa, że mała zajęła jej miejsce? Co ty na to?
Stephane otworzył i zaraz zamknął buzię. Przekrzywił z zainteresowaniem głowę. W jego oczach pojawiły się przebłyski nadziei. 
— Będzie chciała ją zastąpić? 
— Lub wręcz przeciwnie. Zaszantażować was, abyście przyjeli ją dla rodziny. Wiesz, albo bierzecie dwie, albo rzadną. 
— Ale to nadal nie przybliża nas do znalezienia ich. 
Mattieu niechętnie się z nim zgodził. Wstał, zrobił kolejną kawę i podszedł do mapy Francji na ścianie. 
— Jesteś z Paryża, prawda? 
Stephane przytaknął szybko. 
— Masz rodzinę w innych regionach? 
— Tylko ciotkę w Strasburgu. 
— Czyli to nie to… 
Teraz mózg Matta pracował na podwyższonych obrotach. Miał teorię. Kolejną szaloną teorię. Nie był psychologiem, profilerem, znajomość ludzkiej psychiki opierał jedynie na doświadczeniu. Ale pewne rzeczy widział i rozumiał. Był wstanie przewidzieć, jak zadziała przestępca. 
— Większość dzieci wychowanych w żle funkcjonującej pieczy zastępczej ma zaburzony obraz rodziny — zaczął tłumaczyć. — To na sto procent przypadek Lily. Myślę, że zaplanowała wszystko dużo wcześniej. Dowiedziała się, że jesteśmy spowinowaceni i dlatego chciała pracować akurat w tej komendzie i w moim wydziale. Czekała aż będziesz miał wolne wakacje i nas odwiedzisz. Zaplanowała siatkarskie morderstwo, bo wiedziała, że poproszę cię o pomoc. 
— Dlaczego tak bardzo tego chciała? 
— Może wolała żebyś trochę ją poznał, za nim podzieli się swoimi podejrzeniami? Chyba nie przewidziała, że znajdziemy Havarois. 
— Przecież to ona znalazła głowę Delacoura. — Stephane zmarszczył brwi. Teoria Matthieu wzbudziła w nim pewne uzasadnione wątpliwości. 
— Okej, masz rację — zgodził się Matt. — Wiedziała, że go znajdziemy. Ale chciała żeby się zabił. Była pewna, że to zrobi. 
— Ale zmienił zdanie. — Stephane zaczął powoli łapać o co chodzi. — I dlatego musiała zniknąć. 
— Zaszyła się gdzieś z Manoline. Będzie chciała byśmy wycofali zarzuty. Tylko wtedy odda małą. 
— Przecież Havarois przyznał się, że mu pomagało. 
— To jedyny dowód. Jego słowo. I nagranie z kamery, które niczego nie potwierdza. 
— I naprawdę myśli, że po tym wszystkim, co zrobiła przyjmiemy ją do rodziny? 
To było dobre pytanie. Bardzo dobre. Matthieu musiał się nad nim chwilę zastanowić. Ale znał odpowiedź. 
— Wykorzysta Manoline. Dlatego pytałem o twoją rodziną. Zaszyją się gdzieś we dwójkę. Lily będzie próbowała przekonać Many, że jest fajną, starszą siostrą. Wykorzysta do tego miejsce, w którym mała czuje się bezpiecznie. Pomyśl, Stephane! Gdzie to może być? 
— Dom moich rodziców? — trener tylko wzruszył ramionami. 
Matt pokręcił głową. 
— Zbyt bliska rodzina. Zorientują się, że coś jest nie tak. 
— Nie wiem, naprawdę… 
— Przypomnij sobie jakieś wakacje, pewnie sprzed wielu lat. Albo świąteczny wyjazd, wiosenną przerwę, cokolwiek. 
— Majorka. Spędzamy tam każde wakacje. 
— Za daleko. Nie wsiądą na pokład samolotu. A przejazd przez całą Hiszpanie zająłby im kilka dni. 
Stephane zacisnął zęby. Myślał intensywnie, przywoływał wspomnienia. Te odległe, z czasów, gdy jeszcze był zawodnikiem. Dzieci były małe, nie chodziły do szkoły. Kończył sezon w połowie maja. Miał długie wakacje. Wtedy przynajmniej dwa tygodnie spędzali we Francji. Ale nie z rodziną. Sami. 
Przypomniał sobie. Niewielki, kamienny domek między polami winorośli. Starą piaskownicę, w której bawiła się trzyletnia Manoline i niebieski rowerek, na którym uczył jeździć pięcioletniego Timotiego. 
Dobre czasy. 
— Jest takie miejsce — powiedział w końcu. — Gdy jeszcze grałem, wynajmowaliśmy domek w Prowansji. Dwa, maksymalnie trzy tygodnie. Odpoczywaliśmy po sezonie, a dzieci bawiły się z miejscowymi. Ćwiczyły francuski. 
— Manoline lubiła to miejsce? 
— Uwielbiała. Gdy zostałem trenerem, nie mieliśmy już czasu, by przyjeżdżać. Tęskniła. W tym roku mieliśmy zamiar wpaść tam pod koniec sierpnia. 
— Może z tego nic nie wyjść. 
— Chyba zostaniemy na Majorce. Myślisz, że Lily wie o Prowansji? 
Matt zamachał się przez moment. Ale przytaknął. Nie bez powodu przyjął Garout do pracy. Była inteligentna. Cholernie inteligenta. 
— Sprawdziła to wcześniej. Przygotowywała się przez długie lata. Wszystko sprawdziła. 
— Masz pewność? 
— Prawie stuprocentową. 
— Ile mamy czasu? 
— Jakieś sześć godzin. Potem Lily może się zorientować, że się domyśliliśmy. Ucieknie. 
Odwrócił się w końcu od mapy. Na jego twarzy pojawił się cień uśmiechu. 
— W takim razie zbieraj rzeczy, Stephane. Wracamy do gry. 

***

Pisk opon. Krzyk Lily. Gwałtowny skręt kierownicą. Huk. Powiew powietrza. Szczęk pękającego metalu. Przeszywający ból. Zimno i ciepło. Na zmianę. Samo krwi w ustach. Chaos myśli. Co, gdzie, jak. To bicie serca? Moje? Jej? Żyje? Odwrócić się? Mięśnie nie reagują. Wołam ją. Nie odpowiada. Otworzyć oczy. W ciemności nic nie widać. To szept? A może tylko szum wiatru? I ból. Okropny, przeszywający każdą komórkę, ciała ból. Odbiera zdolność myślenia. Świadomość. Spycha na krańce życia. 
I nagle wszystko ustaje,
Stoi w polu. Aż po horyzont ciągną się uprawy pszenicy. Opadają łagodnymi pagórkami, przecinanymi jedynie wąskimi ścieżkami. Po niebieskim niebie wolno suną chmury. Słońce wisi wysoko. Jest ciepło. Śpiewają ptaki. Gdzieś w oddali szczeka pies.
Fréd stoi po środku. Czuje na skórze ciepło promieni słonecznych. Wdychał czyste powietrze. 
Jest błogo. Spokojnie. Idealnie. 
Bo na przeciwko niego stoi Lily. 
Uśmiecha się. Włosy związała w luźny kucyk. Ubrała kwiecistą sukienkę bez ramiączek. Jej oczy błyszczą wesoło. 
— Jesteś za wolny, Freddy! — śmieje się. — Za wolny! Musisz być szybszy jeśli chcesz mnie dogonić, musisz być szybszy. 
Więc jest szybszy. Biegną razem przez pola. Śmieją się głośno. Rzucają na ziemię, turlają w dół zbocza. Leżą obok siebie, ramię w ramię, stykając się opuszkami palców. Lily głaszcze jego dłoń, rysuje wzory na wewnętrznej stronie. Obraca głowę. Patrzy na jej dołeczki w policzkach, różowe usta. Chce je pocałować, pragnie tego, jak nigdy wcześniej. Pochyla się, ale ona znów wybucha śmiechem. 
— Jesteś naiwny — mówi tylko, cały czas się uśmiechając. — Taki naiwny Freddy, taki naiwny, taki…

— Taki naiwny. 
Otworzył gwałtownie oczy. Oślepiło go jaskrawe światło. Próbował odetchnąć głęboko. Zakrztusił się. Usiadł, kaszląc desperacko.
— Spokojnie, Frédérique, spokojnie — usłyszał ten sam stanowczy głos. Czyjaś silna ręka zmusiła, by położył się z powrotem. 
— Musisz odpoczywać. 
Zamknął i otworzył oczy. Zaczął powoli rozróżniać zarysy kształtów. Z każdą sekundą otoczenie było coraz wyraźniejsze. Widział rząd monitorów, do których był podpięty, stojak z kroplówką, starą umywalkę w ścianie. Obok łóżka, a wytartym fotelu. Przez ułamek sekundy myślał, że to Lily. Ale potem przetworzył ciemną skórę, szerokie ramiona. 
Arabella. 
— Co się stało? — wychrypiał. 
— Miałeś wypadek — mruknęła. — Nie wiemy jeszcze jak… To bez znaczenia. W każdym razie, w ostatniej chwili uniknąłeś zderzenia z tirem. 
Ze świstem wypuścił powietrze. Zacisnął palce na prześcieradle. Jak przez mgłe przypominał sobie zdarzenia ostatnich kilku godzin. Jak to było? Pojechali złapać Havarois. Antiga robił za mediatora. Obyło się bez strzelaniny. Mieli wrócić na komisariat, by przeprowadzić przesłuchanie. 
A wcześniej… 
Wszystko wróciło jak uderzenie młotem. 
— Lily! Gdzie jest Lily?! — wrzasnął. 
— Frédérique… 
— Mów do cholery, gdzie jest Lily?! — podniósł głos, prawie krzyczał. Patrzył wściekle na Arabelle, która tylko odwróciła wzrok. — Mów, co z nią?! Natychmiast!
Kobieta zagryzła wargę. Pierwszy raz Fred widział ją naprawdę zakłopotaną. Dlaczego? Co takiego wie stało? Chyba Lily nie… 
Jego serce rozpadło się na milion kawałeczków. Zawył. Nie, nie, nie… 
— Powiedz, że Lily nie… że ona… 
Westchnęła. Powoli pokręciła głową. 
— Spokojnie, Lily żyje. Ma się dobrze. A przynajmniej wszystko na to wskazuje. 
Odetchnął z ulgą. Rozluźnił się. Położył się i pozwolił napięciu opaść. Lily żyła. Była bezpieczna. A to najważniejsze. 
Nagle w jego głowie zapaliła się czerwona lampka. Coś było nie tak. Widział to na twarzy Arabelli. Jak marszczy brwi i stara się nie patrzeć mu w oczy. 
— Coś przede mną ukrywasz! Mów, co się dzieje! — zażądał. 
Westchnęła. Usiadła wygodniej na krześle. Zerknęła przez ramię, jakby sprawdzając, czy nikt ich nie podsłuchuje. 
– Dobrze — zgodziła się. — Ale nie spodoba ci się to, co usłyszysz. 


Hej, cześć i czołem? Czy u Was też tak leje? I czy tylko mnie w taką pogodę nic się nie chcę i mogłabym cały dzień przeleżeć w łóżku? 
Dobra, ale dość przynudzania. Wiecie, że to już przedostatni rozdział? Jeszcze jeden, epilog, a potem żegnam się z tym opowiadaniem. 
I co dalej? Jeszcze nie wiem. Pomysłów jest kilka. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. 
Jak zwykle z niecierpliwością czekam na Wasze komentarze i za wszystkie z góry dziękuję. 
Pozdrawiam
Violin